Eurogrand Casino, online casinos for australians, 7 SULTANS CASINO, COUNTER HIT, Metatrader
RSS
piątek, 06 stycznia 2012
Dzień siedemnasty podróży 2012.01.05
Po wczorajszym deszczu rano nie ma śladu ,mimo ze tak mocno padało,zmoklismy jak kury.Dzien jak poprzedni,opalania na dachu,miasto ,bez zmian.Mariusz chciał gdzieś iść zwiedzać,ale ja już nie mam siły,już mi sie poprostu nie chce,już dla mnie za długi ten pobyt.Dzis sie pakuje bo jutro wyjeżdżamy o 00:25 po czasie tajskim,czyli w Polsce będzie 18:25, na miejscu będziemy o 8:35 na Arlandzie.Jednym słowem bardzo sie cieszę ze jedziemy do domu,pobyt był wspaniały i pozostało dużo niezapomnianych chwil.
02:24, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2012
Dzień szesnasty podróży 2012.01.04
Spalismy bardzo dobrze,wspaniały,hotel,wygodne łóżka i przedewszystkim czysto.Sniadanie bardzo pyszne,nawet łosoś wedzony z różnymi serami,naprawdę bardzo duży wybór.Po śniadaniu poszlismy  na miasto z którego szybko wróciliśmy i poszlismy sie opalac na dach hotelu.Niby dużo było chmur,ale jak słońce wyszło trzeba było wskakiwac do basenu bo nie dało sie wytrzymać tak gorąco.Na dachu hotelu znajduje sie basen z lezakami oraz siłownia.Do 15 lezelismy i sie opalalismy,potem udalismy sie do pokoju.Wieczorem wyszliśmy na miasto,w tej części dzielnicy jest ładniej,są ładniejsze sklepy,jest czysciej ,widać ze jakaś bogatsza cześć,lepsza od tej w której mieszkaliśmy na początku.  Po Okropnej biedzie w Kambodży zauważyłam ze Tajlandia jest rajem do Kambodzy,tutaj tej biedy i brudu tak nie widać tak jak tam.W sumie jak mieszkamy w tej części to nawet nie widziałam zebrzacych dzieci,nawet widziałam chodniki posprzatane.Ogolnie cieszę sie z pobytu na azjatyckiej ziemi,są to bardzo udane wakacje,ale już bardzo tęsknię za domem,nie mogę patrzeć na to jedzenie.Ogolnie już nawet nie chce mi sie nic zwiedzać,choć Mariusz ciągnie mnie żeby zobaczyć życie na wodzie w Bangkoku,ale po Kambodży już mam dosyć patrzenia na to wszystko.Ogolem mówiac teraz odpoczywamy,leniuchujemy bo w poniedziałek już do pracy i trzeba sie psychicznie i fizycznie nastawic- ale mam lenia jak myśle o pracy.Ciekawa jestem ile schudlam,wydaje mi sie ze z trzy kilo,ale i tak pewnie zaraz to nadrobie w domu,bo bardzo tęsknię za moim jedzonkiem,pierwsze co robię po przyjeździe do domu to golabki.
03:45, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012
Dzień piętnasty podróży 2012.01.03
Po ciężkich przeżyciach w Kambodży wyjeżdżamy do Tajlandii,wydaje mi sie ze ze Tajlandia to raj w porównaniu do Kambodży.W Tajlandii tez jest bieda ale aż tak jej nie widać.Jedziemy do Bangkoku,chociaż jak by nam powiedzieli ze możemy dziś jechać do Szwecji to pewnie bez zastanowienia byśmy sie zgodzili.Jest swietnie,ale obydwoje tesknimy za domem,stwierdziliśmy ze dla nas wystarczy 10 dni wakacji,a zreszta w Bangkoku już byliśmy,bezsensu zarezerwowalismy powrót,bo mogliśmy z innego miejsca polecieć do domu.Pytalismy sie wczoraj o Wietnam o wizę i my Polacy musimy mieć a Szwedzi już nie potrzebują,tak więc trzeba załatwiać obywatelstwo szwedzkie tez. Autobus którym jedziemy do Bangkoku spóźnił sie 45 minut,tak więc będziemy trochę pózniej w Bangkoku.Po drodze zatrzymaliśmy sie koło tego sklepu co ostatnio i znowu była ta dziewczynka od szczęśliwej bransoletki.Tym razem dostała od nas worek cukierków i 5$ ale sie ucieszyła.Powiedzielismy jej ze swietnie mówi po angielsku a ona przyniosła nam zeszyty i książki i pokazała ze sie w szkole uczy,ma 12 lat- tak jak moja fortuna,ale jest o wiele mniejsza i ma na imię Darat,fajna,bystry dziewczynka pewnie sobie  w życiu poradzi. Z Siemp Ramp do granicy Kambodza-Tajlandia dojechalismy w trzy godziny autobusem.Okolo trzech godzin staliśmy w kolejce na granicy.Następnie przy wyjściu czekał na nas gościu,który nas zaprowadził do busa,około pięciu minut przyjechaliśmy i sie przesiedlismy do następnego busa.Godzina 15 jedziemy zaladowanym całym busem do Bangkoku.Na szczęście tutaj już nie trzeba było dawać żadnych łapówek i zabrali nas bez problemu. Do Bangkoku Zajechalismy około 20.W hotelu In Residence radisson byliśmy po 20 piękny pieciogwizadkowy hotel,przesliczny polecamy,bardzo blisko centrum,nowy wybudowany w 2011roku,wreszcie te ostatnie dni wypoczniemy jak w domu.
04:18, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
Dzień czternasty podróży 2012.01.02
Dzisiejszy dzień możemy zaliczyć do nudnych dni.Stwierdzilismy ze trzy dni to w sam raz na zobaczenie Siem Ramp,a ten czwarty  dzień nie ma co robić.Tak więc dziś jeździliśmy bez celu,restauracje i sklepy przeważały na dzisiejszym dniuq.Rano pojechaliśmy coś zjeść,potem pochodzilismy po sklepach i po 14 pojechaliśmy do hotelu.Z hotelu wyszliśmy o 18 i pojechaliśmy tuk tukiem na miasto.Malo konkretnych sklepów żeby coś kupić konkretnego,wszystko można by powiedzieć chińska tandeta,są gdzie niegdzie dobre podroby za małe pieniądze,zegarki- których w Tajlandii nie mogliśmy znaleść,torebki,koszulki ,ale jest tego nie wiele,wiecej jest tych ich ubrań które mi sie nie podobają.Kambodza dla mnie jest krajem bardzo biednym i zacofanym,ale nie we wszystkich przypadkach.Bo gdzie niegdzie są takie wille ze szok,albo ta ulica z hotelami,całkiem inny świat.A wystarczy wjechać za zakręt i już widać slamsy,tak więc ogólnie jest bardzo brudno,wszędzie na ulicach leżą śmierdzące śmieci,czasami nie da sie przejść taki smród.Albo najgorszy smród jest z bazarami rybnymi lub tam gdzie mięso sprzedają a wokół pełno much.Pod sklepami leżą śmieci,gdzie ja bym pewno z nudów je pozbierala,ale ja jestem europejska a oni pewnie myślą inaczej.Najbardziej to w sercu boli ,to te dzieci zbierajace plastikowe butelki i makulaturę.Wieczorem spotkaliśmy sie z sytuacja koło której nie dało sie przejść obojętnie.Byla 20 wieczorem,zwyczajnie chodziliśmy po mieście i nagle koło sterty śmieci zauważyliśmy dwoje dzieci i w tej sytuacji bardzo nas uderzyło to ze jeden chłopiec miał może z cztery latka a to drugie dziecko,chyba tez chłopiec miał może dopiero roczek,wyglądał na dziesięć miesięcy,ale już chodził i ciągnął ze sobą worek ze śmieciami,te dzieci poprostu przeszukiwali śmieci.Zadziwila mnie sytuacja ze obok na placu była knajpa i ludzie którzy tam pracowali tez widzieli te dzieci,pomyślałam sobie ze by mogli dać tym dziecia jeść,pewnie te dzieci by sie nawet ucieszyła z jakichkolwiek resztek,ale ci tajowie oczywiscie znieczulica.Podeszllismy do tych dzieci zapytałam sie tego chłopca o mamę ale tylko na nas patrzyli i byli jakby przestraszeni,widać ze te dzieci nie zebraja,bo inaczej sie zachowują dzieci które zebraja.Dalismy im dolara i poszlismy,ale Oczywiscie za pare minut znowu wróciliśmy zobaczyć co robią te dzieci ,stały dalej i przeszukiwaly smieci,dalismy im znowu wszystkie kambodzanskie pieniądze jakie mieliśmy,przeszło dolara.Obok nas przechodziła para Europejczyków ,którzy rownież zauważyli te dzieci i dali temu malutkiego dziecku ołówek,pomyślałam co za idiotyzm,po pierwsze jak to dziecko sie przewroci to jeszcze sobie oko wydłubie tym olowiem,a po drugie pewnie to dziecko nawet nie ma zeszytu ani kartek żeby tym ołówkiem pisać,skoro nie chcieli dawac pieniedzy to mogli kupic cos do jedzenia.Szok ,male dziecko,bose,brudne,wystraszone,obok ulicy gdziempedza samochody,ze nawet sie nie da przejsc na druga strone.Czasami sobie mysle ze szkoda ze moja Paulina z nami nie przyjechala,wtedy by zobaczyła jak żyją dzieci,moze wtedy by docenila wszystko co ma.Poszlismy na sklepy,nic nie mogłam kupować odechcialo mi sie wszystkiego ,poprosiłam Mariusza żebyśmy ostatni raz poszli zobaczyć te dzieci.Po 20 minutach te dzieci stały dalej ale już razem z dwoma mężczyznami.Ten jeden mężczyzna trzymał to malutkie dziecko na rękach.Podeszlam i sie zapytałam tego mężczyzny czy jest tata tych dzieci,odpowiedział ze tak.Tak więc sie nie zastanawiając po raz trzeci wyjelismy pieniądze tym razem 20$ i Dalismy temu mężczyźnie,bardzo sie ucieszył i zaczął nam dziękować.Dla nich tyle pieniędzy to majątek.Ciesze sie ze mogliśmy pomoc ludzia,na których nich nie zarabiał,którzy nie zebrali,tylko cieżko pracowali zbierając w śmieciach.Widac było ze są to ludzie którzy nie stoją na ulicy i nie oczekują od białych pieniędzy,to malutkie dziecko zaczęło płakać kiedy do niego coś mówiłam a ten starszynchlopiec był przestraszony i miał łzy w oczach.Dzieci które mieliśmy już okazje poznać z ulicy,które zebraja są bardzo bystre,rozmawiają po angielsku,tylko na nie popatrzysz pokazują ze są głodne,zagaduja Europejczyków.Jeden chłopiec,który mnie zaczepil i zapytał o pieniądze na maja odpowiedz kiedy powiedziałam ze nie mam pieniędzy on do mnie zrymowanym tekstem,no many,no hany,no bum bum( napisalm jak sie mówi po ang,nie jak pisze) a to znaczy nie mam pieniędzy,nie mam męża,nie mam auta,ale mnie tym ubawil. Tak więc cieszę sie ze jutro już wyjeżdżamy,bo tak jak Mariusz powiedział wszystkie pieniądze byśmy rozdali.Z naszym panem od tuk tuka tez sie już pozegnalismy,wczoraj dostał 20$ a dziś 40$ a niech sie cieszy tele jego,a dla nas to i tak małe pieniądze.Dlatego po tym pobycie Stwierdzilismy ze nie ma co sie z nimi targowac co do dolara,bo chodzi o to żeby tym biednym ludzia pomoc a nie zabierać każdy dolar do domu.Podsumowujac ten pobyt w Kambodży cieszę sie ze przyjechaliśmy tutaj zobaczyć to wszystko na własne oczy,bo telewizja nie pokaże i nie wpłynie tak na człowieka jak spojrzenie swoim okiem na to wszystko.Kraj bardzo biedny,któremu trzeba pomoc tak jak kogo stać,chociaż dolarem albo cukierkiem.Pewnie te malutke dziecko  na bosaka obok szkiel ciagnace worek ze śmieciami i te dzieci ze szkoły w wodnej wiosce pozostaną w moim sercu  i pamięci bardzo długo.
14:20, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Dzień trzynasty podróży 2012.01.01
Witajcie w tym Nowym Roku. Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń,uczuć i całkiem inny od wszystkich dni jakie przeżyłam.Ten rok zaczął sie nam od wielkich emocji.Wstalismy rano i o 10 pojechaliśmy z naszym panem tuk tukiem zobaczyć ta prawdziwa Kambodze.Pan od tuk tuka będzie z nami jeździł do końca naszego pobytu,za każdy dzień płacimy mu 15 $ z czego jest bardzo zadowolony i my rownież,mimo ze słabo zna angielski jakoś sie z nim porozumiewamy.Dzisiaj postanowiliśmy pojechać do wioski gdzie ludzie żyją na rzece,niektórzy maja postawione domki,inny żyją w lodziach.Oczywiscie już przy wjeździe do wioski na początek nas skasowana po 2$ za osobę ,za sam wjazd.Pozniej jeżeli chcemy sie udać do wioski  lodzia,zażądali po 25$ za osobę,stwierdziliśmy ze jest bardzo drogo tak więc opuścili nam i skasowana nas 40$ za dwie osoby.Nie mieliśmy pojęcia ze w inny sposób można sie tam rownież udać.Oczywiscie osoby ,które za to bior wszystko pieniadze jest to jedna wielka mafia zlodzieji,którzy zrobili sobie cyrk z ludzi mieszkających na wodzie.Biora za to duże pieniądze,a Ci biedni ludzie pewnie centa z tego nie widza,a my jeździmy oglądać ich jak małpy w zoo.Po krótkiej przejazdzke stwierdziliśmy ze bardzo zle sie czujemy,robiąc zdjęcia i fotografie,zabieramy tym ludzia cała ich prywatność.Zauwazylam nawet ze nie zbyt miło na nas patrzą i sie nie uśmiechają jak ci z miasta,i wcale im sie nie dziwie.Myśle ze te wioski są przereklamowane przez tych naganiaczy pieniędzy,wszystko sie tam robi dla pieniądza,a o tych biednych ludziach nikt nie pamięta.Po drodze zostaliśmy zawiezieni w tej wiosce do krokodyli,które są Oczywiscie na pokaz aby urozmaicic klijenta wycieczkę i przy okazji aby u nich kupić pamiątki.Nastepnie zostaliśmy zawiezieni do miejsca,które zrobiło na mnie przeogromne wrażenie,wywołało wiele emocji a jeszcze wiecej dało do myślenia.Powiem szczerze ze tylko dlatego warto było zapłacić te 40 $,aby zobaczyć te biedne dzieci,dzieci które nie maja nic.Jadac dalej po wiosce pan przewodnik na lodzi(pijany,wódka dawało od niego)powiedział ze teraz jedziemy do szkoły gdzie sie uczą dzieci,a niektóre nawet tam mieszkają bo są sierotami,ale najpierw musimy zajechał do marketu kupić dla nich długopisy ,wodę albo zupki,ja odmowilam i powiedziałam ze nie jadę do żadnych ich marketów,wyjaśniam dlaczego i proszę wszystkich którzy tam jeżdżą aby nie kupowali w ich marketach bo to nie trafia do dzieci,tylko spowrotem do ich marketów.My Kupilismy po drodze 5 kg cukierków,nie w ich sklepie.To jak te dzieci sie rzucaly na cukierki to w życiu czegoś takiego nie widziałam,myślałam ze mnie przewroca,tak na mnie naskoczyly.Powiedzcie sami myśląc na zdrowy rozum,tyle tam jeździ turystów,autobusy mijalismy i co te dzieci powinny mieć takich rarytasow dosyć,skoro tyle ludzi im kupuje.Ale tak nie jest ,jest tak jak wspomniałam,oddają to spowrotem.Stala tam paczka wody i zupek ale żadne dziecko( a było ich około 100) nie trzymała  żadnej wody ani nie jadlo zupki,dziwne taki upał a im sie pić nie chciało,to wszystko stało pod turystę.Ten gościu był wręcz zdenerwowany ze nie pojechaliśmy do marketu i chyba z sześć razy nam mówił ze mamy tam jechać.Az wkoncu sie wkurzylam i mu powiedziałam podniesionym tonem,do żadnego marketu nie jedziemy.Szkoda tych dzieci,tego sie nie da opisać jakie były szczęśliwe,taki mały chłopiec nawet sie poplakal ze nie dostał cukierka.Kiedy już rozdalam wszystkie cukierki,podeszła do mnie mała dziewczynka i sie przytulila,wzięłam ja na kolana,widać ze była przeszczesliwa,oglądała mnie zjazdem strony,zreszta tam wszystkie dzieci mnie odeszły do okola.Dlatego powtarzam po raz kolejny kupujcie tym dziecia produkty w innych sklepach,otwierajcie i rozdawajcie odrazu,żeby bezpośrednio trafiły do dzieci.Probowalismy rozmawiać z ta nauczycielka o tym jak te dzieci tu żyją,ale nie była rozmowa,pewnie dostała prykas co może mówić.Tak więc po wyjściu od tych dzieci schowalismy aparat i nie byliśmy w stanie robić wiecej zdjęć,było nam przykro ze przyjechaliśmy tutaj jak większość Europejczyków nabić kieszeń tej mafii.Po drodze do tej rzeki jest wioska w której rownież są dzieci którym można pomoc bezpośrednio.Rowniez idąc w boczny drogę,nie na łódki,mieszkają rownież ludzie na wodzie,którym tez można pomoc,nie dając pieniędzy tej mafii. korupcja w Kambodży jest straszna,myśle ze w żadnym kraju aż tak tego nie widać.Tutaj poprostu widać na ulicy zebrzace dzieci,a obok  typów co ich pewnie do tego nagabuja.Male dzieci już nawet mówią po angielsku,lepiej rozmawiają po angielsku niż dorośli.To jest szok jak ten kraj jest zacofany w wioskach,w mieście aż tego tak nie widać.Po drodze mijalismy dosłownie szalasy,namioty,domki zbite z drewna w którym mieszkają ludzie prawie ze zwierzętami.To wszystko jest trudne,można by pomyśleć ze Polska przy tym kraju jest bogata. Po tej wycieczce pan od tuk tuka już na nas czekał z zapytaniem gdzie jedziemy dalej,wpadłam na pomysł czy jest to możliwe żebyśmy zobaczyli jak on żyje.Zgodził sie na to i był zdziwiony,ale na wszelki wypadek jeszcze dwa razy sie go zapytaliśmy czy jest to ok.Tak więc po drodze znowu do marketu po słodycze dla jego synka,bo ma tylko synka.Zajechalismy do niego i już w gościnnie stała dla nas woda,która przygotowali jego bracia( dzwonił chyba ze przyjedziemy).Fajnie ze pojechaliśmy zobaczyć i poznaliśmy jak żyją normalni ludzie,on można by powiedzieć ze sie zalicza do przeciętnej klasy tutaj  jeśli można tak powiedzieć.Mieszka bardzo skromnie maja wymurowany barak,bez okien z jednym łóżkiem ,radio,na wieszakach ciuchy i na zewnątrz na dworze kuchnia.Obok stoi lepszy,duży dom,który należy do rodziców i jeszcze obok pomieszczenie z trzciny w którym mieszkają bracia.Jego żona pracuje w restauracji od 9 do 21 jako kelnerka i zarabia tygodniowo 15$ - szok!Dogadalismy sie z nim dzieki temu ze jego brat mówi trochę wiecej od niego.Po tej wycieczce udalismy sie do hotelu.
10:42, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 stycznia 2012
Dzień dwunasty podróży 2011.12.31
Szczęśliwego Nowego Roku dla tych,którzy czytają naszego bloga. Wstalismy o 7 bo sie umowilismy z naszymi ruskimi znajomymi do Angkor Wat-do świątyń na godzinę 9.pod naszym hotelem.O godzinie 9 wyruszylismy w drogę dwoma tuk tukami do świątyń.Za jednego tuk tuka za cały dzień zapłaciliśmy 15$ ,pan od tuk tuka wszędzie na nas czekał.Po około 20 minutach Dotarlismy na miejce,musieliśmy zakupić bilety na wejście,na jeden dzień kosztuje 20$ za osobę,na trzy dni 40$ i na siedem 60$.My Kupilismy na jeden dzień,bo sądzimy ze dla nas w zupełności starczy,nie interesujemy sie na tyle historia żeby zwiedzać tyle dni,idziemy tak popatrzeć na te cuda z ciekawości.Bylismy w trzech swiatyniach i myślimy ze w zupełności starczy,jak dla mnie wyglądają one podobnie,największe wrażenie robią te z wrosnietymi drzewami,coś niesamowitego,zreszta one wszystkie były cuDne.Polecamy te świątynie wszystkim i tym co lubia historie i takim jak my.Nawet jeżeli nie znacie historii to warto je zobaczyć,wyglądają jak domki z bajek,bardzo stare,całkiem inne niż cokolwiek.Dzis mogę powiedzieć ze piramidy to pestka w porównaniu do tych świątyń.Po drodze udalismy sie zobaczyć małpy,które zrobiły na mnie piorunujace wrażenie,można by powiedzieć ze miniaturka ludzi,fajne stworzonka,chociaż bywają agresywne jak jedzą i sie podejdzie,jedna na mnie zeby pokazała,bo myślała ze chce jej zabrać jedzenie.Juz przy pierwszej  swiatyni zgubilismy sie ze znajomymi ruskimi.Po objechaniu świątyń udalismy sie na sklepiki,które w porównaniu do Tajlandii są o wiele tańsze.Kupilismy pare prezentów dla rodziny i znajomych,które pochodzą z Kambodży. Następnie udalismy sie do hotelu,bo o 21 umowilismy sie z ruskimi poprzez emaila.Przygotowalismy sie do sylwestra i o 21 Ruscy przyjaciele przyjechali po nas tuk tukiem i udalismy sie ich tuk tukiem do miasta.Pojechalismy do centrum miasta,gdzie znajdują sie same puby.Oczywiście było bardzo cieżko znaleść miejsce w pabie,wszędzie pełno ludzi bardzo dużo Europejczyków.Na ulicy grała muzyka i bardzo dużo ludzi sie bawiło,przewaga bawiacych sie ludzi to europejczycy.Kiedy szlam ulica i przy grającej muzyce tanczylam,tutejsi ludzie sie nam przygladaja i chyba jak by trochę zszokowani,ale uśmiechają sie miło i chyba im sie podoba ze umiemy sie tak bawić.Do godziny 23:30 siedzimy w barze potem wychodzimy na ulice aby pobawić sie z innymi ,jest mnóstwo ludzi nie można dosłownie przejść.Wszyscy sie bawią włącznie z tutejszymi,chyba im sie spodobało.Nasi Ruscy przyjaciele są trochę nudninie chcą pić ,nie chcą sie bawić,ale my nie zwarzamy na nich tylko sie bawimy z reszta.Wybija godzina 24:00 a w Polsce 18 ale my obchodzimy Sylwester tak jak wszyscy w tym kraju czyli sześć godzin wcześniej niż w Polsce.Kupilismy szampana i co za pech nie możemy go otworzyć,Mariusz potrzasa butelka na całego ale nic z tego,dopiero jak wrzucił korek do środka ,to mogliśmy wtedy sie napic szampana,zrobiliśmy po lyku,złożyliśmy sobie życzenia i reszta szampana oblalismy idących.Zreszta tam wszyscy lali szampanem,byłam cała mokro i śmierdzące szampanem.Ale było super,coś innego,wesoło ,fajnie.Po udanej imprezie zrobiliśmy sobie spacer do hotelu pieszo,szliśmy godzinę,ale stwierdziliśmy ze ten Nowy Rok jakoś trzeba rozpocząć.
13:29, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 grudnia 2011
Dzień jedenasty podróży 2011.12.30
Dziś przymusowa pobudka o 6,bo o 7.15 wyjeżdżamy do Kambodży.Noc mieliśmy nie spokojna,znowu chyba te jaszczurki latały po dachu.Bardzo sie wystarczyłaby o 3 w nocy,bo myślałam ze ta jaszczurka weszła do nas do pokoju.Zaraz szybko zasnelismy i rano wstalismy.Poszlismy do recepcji uregulować rachunki i jeszcze trochę czekaliśmy bo bus przyjechał 7.30.Troche sie bałam ze nie przyjedzie,bo babcia belgijska mówiła,ze wczoraj kogoś nie wzięli z jakiegoś hotelu,bo o nich zapomnieli.Ale na szczęście już jedziemy.Oprocz nas jadą w  busie  cztery pary,jedni my Polacy,drudzy Szwedzi,trzeci Niemcy,czwarci Ruscy,a ci z przodu nie wiem bo sie nie odzywają,może pózniej usłysze w jakim języku rozmawiają.Bus jest nawet wygodny z klimatyzacja,myślałam ze będzie gorzej.Plynelismy promem około 45 minut.Rozmawialismy chwile z tymi ruskimi,pochodzą z Syberii,mówili ze teraz u nich jest -28 stopni,oni to maja dopiero zimno.Pytalismy ich za ile kupili bilet,oni zapłacili za bilet do Bangkoku 500 euro a my 2500 euro różnica w cenie duża.Teraz rozumiem dlaczego tu tyle ruskich.Oni za przyjazd do Koh Chang autobusem zapłacili 250 bht,a my 2800 bht,znowu duża różnica. Po drodze zaczęliśmy rozmawiać z ruskimi,wydali sie w miarę normalnymi ludźmi.Bus miał nas zawieść do Siem Remp,ale wcale tak nie było zostaliśmy oszukani,mimo ze zostaliśmy poinformowani ze sami mamy kupić sobie wizę.Przed sama granica Kambodza,bus sie zatrzymał w knajpie i powiedzieli ze mamy godzinę przerwy na obiad,oczywiście wszyscy nas witali bardzo miło.Po zamówieniu potraw,my nie zamawialismy nic,obrzydliwa knajpa,pan poinformował nas ze mamy dać paszporty i oni nam załatwia wizę za 40$.My siedzielismy przy stoliku z naszymi nowymi znajomymi ruskimi,naszymi slowakami,oni poinformowali nas ze na granicy wiza kosztuje 20$ i żebyśmy nie kupowali.My oczywiście nie wiedzieliśmy co zrobić,byliśmy w kropce,ale po słowach naszych nowych znajomych ruskich,ze najwyżej przezyjemy przygodę jak nas nie wezmą,zgodzilismy sie ze nie kupujemy za 40$ wizy.I oczywiście tak sie stało my z ruskimi nie kupiliśmy tej wizy i te cwaniacy tajowie powiedzieli ze nas nie wezmą dalej.Ja sie uparlam i powiedziałam ze nie wysiade z samochodu,a on do mnie bezczelnie ze mam wysiadac z samochodu.Najpierw nas miło witali a potem bezczelnie i nie miłym tonem wyrzucili.Nie chciałam blokować innym ludzia samochod,a po drugie pomyślałam ze jeszcze zadzwonia po skorumpowana policję i będę miała kłopoty,tak więc wysiadlam i Poszlismy w drogę.Zaraz zatrzymaliśmy tuk tuka,który nas zawiózł za 160 bht do granicy.Na granicy sami kupiliśmy wizę za 20$ i oczywiście tu już sie nie odbyło bez korupcji ,musieliśmy jeszcze dopłacić 100 bht urzędnikom ,inaczej chyba z 5 godzin byśmy czekali na wizę,korupcja pod samym okienkiem-szok.Gdy już dostaliśmy wizę Poszlismy na przejście w Kambodży,czekaliśmy tam równa godzinę,spotkaliśmy resztę ludzi z busa z którymi wcześniej jechaliśmy.Ci ludzie opowiadali ze sie wystawili za nami i pytali sie kierowcy dlaczego nas nie chce zabrać,on odpowiedział ze pojedziemy następnym busem-oczywiście skłamał,nie zapłaciliśmy podwójnie za wizę to nas poprostu zostawili na pastwę losu.Na dodatek Ci skorumpowani co załatwiali wizę za podwójne pieniądze,kłamliwe nas ze będziemy trzy godziny czekać na nią,ale ruscy mądrzy ludzie,powiedzieli do nas ze w Rosji tez tak specjalnie mówią.Po przejściu granicy w Kambodży Poszlismy na autobus,który dowiozl nas za darmo(pomyśleliśmy dziwne za darmo,ale....słuchajcie zaraz dalej)ten autobus dowiozl nas do ich taksówek ,gdzie jest ustalona cena z góry za kurs do Siem Ramp i  nie ma żadnego targowania,czyli są to ich ludzie.Dalismy już spokój i w dwie godziny za 48$ za cztery osoby dojechalismy pod hotel.A ci ludzie którzy zapłacili podwójnie za wizę,pojechali z tego samego miejsca co my,tyle ze my taksówką w dwie godziny za 48$ a oni rozwalajacym sie autobusem w cztery godziny(ale za darmo)i nie pod hotel.Moral z tego taki wiza 20$ plus 100 bht( mała łapówkę)+ 40 tuk tuk za osobę   + 12 $ taksówką  pod sam hotel czyli mi zapłaciliśmy około 36$ i dojechalismy dwie godziny szybciej pod sam hotel.Tamci ludzie co zapłacili podwójnie za wizę czyli 40$ ,są stratni 4 dolary,musieli jechać 4 godziny i pewnie jeszcze muszą zapłacić za dojazd pod hotel.Mozna powiedzieć,ze fajnie ze nas Ruscy przyjaciele(tak ich mogę nazwać,bo ich polubielismy) namówili na przygodę z która zaoszczedzilismy pare dolarów ,przyjemniejsza jazdę taksówkę i dwie godziny wcześniej pod sam hotel.Oczywiscie cały dzień nic nie jedliśmy,tak więc po zostawieniu bagaży w hotelu,ruszylismy w miasto.Zaraz złapaliśmy słynnego tuk tuka,któremu powiedzieliśmy żeby nas zawiózł do dobrej restauracjii,tuk tuk kosztuje tutaj 5  $ około pól godziny jazdy.Zawiozl nas do świetnej restauracji,w której był szwedzki bufet,bardzo dużo ludzi i do tego występ kambodzanskiego tańca.Pan od tuk tuka czekał na nas pod restauracja,ten tym razem nie uciekł,bo zapłaciliśmy mu dopiero w drodze powrotnej do hotelu.Jedzonko było bardzo pyszne i bardzo duży wybór,wreszcie jadłem moje ziemniaczki,były smaczne.Ta restauracja nazywa sie Jasmine Angkor Restaurant,polecam wszystkim,najedlismy sie do syta i zapłaciliśmy 27$ i Dalismy jeszcze napiwek 3$ tak więc zapłaciliśmy 30. Zapomnialam jeszcze napisać o bardzo miłej sytuacji,która nas spotkała na postoju w Kambodży.Stalismy w czwórkę,my i nasi Ruscy przyjaciele,nagle podeszła do mnie dziewczynka z siedem lat i zakłada mi na rękę branzoletke,ja do niej mówię ze nie mam pieniedzy( bo naprawdę nie miałam drobnych dolarów),powtarzam to pare razy i mówię ze nie chce bo nie mam pieniedzy a ona do mnie ze chce mi dać to na szczęście ,widziałam ze od innych brała pieniądze a odemnie powiedziała ok nie chce pieniedzy to na szczęście(jej teraz pisze o tym i odwiazal mi sie ta branzoletka,w tym momencie-coś w tym jest).Naprawde była bardzo miła,zapytałam czy mogę zrobić zdjęcie,uśmiechnęła sie i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie,zaczęłam szukać czy mam coś w torebce słodkiego żeby chociaż jej tym podziękować i na szczęście znalazłam lizaka,który jej dałam w podziekowaniu za szczęśliwa branzoletke,napewno jej nie wyrzuce,zostawie ja na pamiątkę i na to szczęście.Dziewczynka była bardzo usmiechnietym i miłym dzieckiem,bardzo ucieszyła sie na widok tego lizaka,a ja bardzo zalowalam ze nie mogłam jej dać pieniedzy,ale pewnie gdybym miała pieniądze i bym zapłaciła za ta branzoletke to by ta branzoletka nie miała takiego znaczenia. Teraz już jesteśmy w hotelu,jesteśmy bardzo zmęczeni po podróży,już dziś nigdzie nie idziemy. Jutro sie umowilismy z naszymi ruskich przyjaciółmi,mam nadzieje ze sie odnajdziemy.
15:55, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 grudnia 2011
Ah ,zapomnialam dopisać ze jutro jedziemy do hotelu Apsara holiday hotel,Kambodza.Buziaki
14:58, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
Koh Chang
Wspaniala wyspa,wspaniały hotel i udany pobyt.Polecamy wszystkim,którzy szukają spokoju,śpiewu świerszczy i innych owadów.
14:54, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
Dzień dziesiąty podróży 2011.12.29
Dziś wstalismy o 8,polezelismy trochę i poszlismy na śniadanie.Dzis już nie mogę patrzeć na bekon,już mi obrzydl.Mysle sobie o dobrym żółtym serku i o pysznej szwedzkiej świątecznej szynce do pieczenia,ale to będę jadła dopiero za dziesięć dni.Dzis jadłam płatki z jogurtem i owocami, bardzo pyszne te owoce,dzis dojrzalam pamelo,tak wiec sie nim zajadalam,Mariusz oczywiście jadl tajski zupę.Po śniadaniu przyszlismy do pokoju.Mariusz czyta książkę,a ja zostawilam sobie czytanie na plaze bo zostało mi sto stron,a innej książki już nie mam. Trochę mnie piecze tył,ale najwyżej Dzis będę opalac przód.Wyszla mi dwa dni temu opryszczka,ale na szczęście mała i już zeszła,a już sie martwilam bo nie wzięłam zoviraxu. Zapomniałam Wam napisać ,ze jak pierwszy dzień wypozyczylismy skuterek to rownież byliśmy w wiosce gdzie ludzie mieszkają na wodzie.Oczywiscie nic fajnego,wręcz przeciwnie coś strasznego,straszna bieda,syf.Ale niesamowite jest to ze patrząc na tych ludzi widać spokój,radość.Widocznie są mimo wszystko szczęśliwi,a może są naprawdę szczęśliwi a nam sie wydaje ze maja nieszczęście mieszkając tak.Rowniez zadziwiające jest to ze trzymają sie wszędzie swojej tradycji,zdejmuje buty przed wejściem do sklepu domu itp,wszędzie gdzie sie wchodzi trzeba zdjąć buty.Nawet w tej wiosce,zaniedbanej brudnej,z paru desek chata,stoją buty przed drzwiami. Zaraz idziemy na plaze sie opalac bo to ostatni dzień na wyspie,jutro musimy opuścić hotel do godziny 12.Jutro jedziemy na cztery dni do Kambodży,ale jeszcze nie wiemy czy busem,czy na własna rękę.Pani belgijska od skuterów,mówiła ze te busy,są strasznie przepełnione,tak więc może trochę dodamy adrenaliny i pojedziemy na własna rękę.Przemyslimy o tym na plazy.Tak więc idziemy na plaze. Do 13 byliśmy na plazy ,przypuszczam ze z dnia na dzień jest coraz bardziej gorąco.Ostatnio jak lezalam w cieniu na leżaku to było mi zimno,a dzis nie mogłam wytrzymać tak gorąco.Ciesze sie ze jutro jedziemy do Kambodży bo już tutaj zrobiło sie nudno i już jak na razie mam dosyć opalania,muszę od tego trochę odpocząć,chociaż jeden dzień.Nie wiem czy w Kambodży będzie jakaś plaża,chociaż na mapie widzialm coś koło tej miejscowości co będziemy czyli koło Siem Ramp.Ale wiem napewno ze w hotelu,który zarezerwowalismy jest basen,tak więc pewnie będę sie opalac na basenie te cztery dni. Zaraz jedziemy na miasto coś zjeść,mamy skuterek do 17,pózniej musimy już go oddać.Tak więc idę sie szykować. Tak więc byliśmy zjeść tam gdzie dostaliśmy kurczaka z niedobrymi frytkami,gdzie bardzo długo czekaliśmy.Dzis już nie zamawialismy frytek tylko ryż i mogę powiedzieć ze dzis było jedzenie najlepsze jakie jadłam tutaj dotychczas,ale nie było tak pyszne jak w domu.Potem mieliśmy jechać załatwiać ta Kambodze ,ale było tak gorąco,ze postanowiłam żebyśmy wrócili do hotelu na plaze.Dzis było ponad 40 stopni.Mariusz odwiozl mnie do hotelu,a sam pojechał odprowadzić skuterek.Ja poszłam na plaze jeszcze polezec na słońcu i sie wykąpać w morzu ,bo tak mi było gorąco po tym obiedzie,dzisiaj nie dało sie wytrzymać taki upał.Po godzinie Mariusz dołączył do mnie i lasem lezelismy na plazy i sie kapalismy.Potem zrobiliśmy spacer po brzegu plazy przy zachodzie słońca,prawdopodobnie najpiękniejszy zachód słońca jest na Kon Chang ,byl piękny,ale dla mnie taki sam jak wszędzie.Po plazy udalismy sie wkoncu załatwiać ta Kambodze.Poszlismy do jednego biura,za drogo,chcieli 1450 bht za osobe do Siem Ramp,stwierdziliśmy idziemy dalej,dalej zamknięte..Tak więc poszlismy do babci z Belgii od skuterów ,bo ona tez ma wycieczki i kupiliśmy u niej przejazd busem do Siem Ramp i zapłaciliśmy 550 bht za osobe,do tego musimy sobie kupić jeszcze wizę na granicy która mówiła ze kosztuje 1000 bht.U tego pierwszego gościa tez trzeba było na własna rękę kupić wizę.Tak więc różnica jest duża w cenie,a co za różnica czy pojedziemy busem czy taksówką,już tacy lordowie to my nie jesteśmy.Zreszta i tak stwierdziliśmy ze jak nie uda nam sie kupić przejazdu to jedziemy na własna rękę,mimo ze nie mamy pojęcia jak.Ale jakoś sie udało i jedziemy busikiem.Rano czyli 7.15 przyjadą po nas pod hotel,na miejscu mamy być 17-18.Czyli słyszymy sie jutro z Kambodży.Pijemy teraz szampana za ten udany pobyt na Koh Chang.
14:52, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
środa, 28 grudnia 2011
Dzień dziewiąty podróży 2011.12.28
Dziś wstalismy o 8,przestawieni jesteśmy całkowicie,najgorsze będzie to ze w domu będzie trzeba wrócić do rzeczywistego czasu,wracamy w sobotę a ja w poniedziałek już do pracy,mam nadzieje ze dam radę.Lezymy na plazy patrzymy na zegarek ,czas tajski 10 a w Szwecji 4 rano i sie śmiejemy sami do siebie ze od rana na plazy.Juz wogole nie czujemy szwedzkiego czasu. Oczywiście poszlismy na śniadanie,jadłam to co codziennie ,ale dziś zjadlam dużo ananasow i arbuzow,żeby częściej chodzić do toalety.Po śniadaniu oczywiście na plaze na opalanko,Mariusz trochę lepiej sie dziś czuje tak więc poszedł ze mną,ale oczywiście znowu dziś wziął kajak i popłynął dosyć daleko na wysepke,która widać z plazy.Mowil ze nic ciekawego nie było na tej wyspie,skały i dżungla.Ja postanowiłam sie dziś opalac na oliwke dla dzieci,no i znowu sie spieklam,ale jak narazie czuje tylko ze jestem gorąca,i nic mnie nie piecze oprócz tylka.Z plazy zeszlismy przed 14,przyszlismy do domku i stwierdziliśmy ze idziemy do miasta wypożyczyć skuterek i jedziemy na obiad.Wypozyczylismy jeden skuterek i znowu ten sam problem co ostatnio nie mogliśmy podjechać pod górę,a tam gdzie chcieliśmy jechać do Loney Beach są same góry,tak więc Mariusz sie wkurzył i sie wróciliśmy oddać ten skuterek.Wyruszylismy dalej szukać większego,poszlismy na cepeen bo tam były większe ale gościu nam nie chciał wypożyczyć bo powiedział ze Mariusz jest za duży,tak więc poszlismy dalej i Wypozyczylismy bez problemu u kobiety,która pochodzi z Belgii i tutaj mieszka 5 lat,pewnie belgijska emeryturka na konto a tu dorabia na motorkach i wycieczkach.Tak więc wzięliśmy skuterek i Wyruszylismy do knajpy w której Mariusz byl w pierwszym dniu naszego przyjazdu,przyniósł mi stamtąd frytki,które były dobre tak więc sie zgodziłem.Ta knajpy prowadzą Austriacy,którzy to samo robią pewnie z emeryturka .Dotarlismy do tej knajpy,na pierwszy rzut,jak każda inna,brzydka.Zamowilismy kurczaka i frytki,czekaliśmy na to chyba z 45 minut,a jeszcze Mariusz tajska zupę z owocami morza zamowil.W miedzy czasie spadła nam jaszczurka z sufitu na stół,akurat właśnie musiała na nasz,wystraszylam sie jej cholernie,nie nawidze tego paskudztwa,dzień wcześniej tez spotkałam jaszczurke ale na chodniku i bardzo wielka chyba miała z metr.W życiu bym tu nie mogła mieszkać,tyle tu tych gryzoni.Obiad Byl drogi 570 bht i nie dobry.Od dwóch dni ciagle mysle  o ziemniaczkach i schabowym,jak tylko wrócę to odrazu robię polski czysty,higienicznych,przepyszny mój obiadek.Mam już dosyć tego brudu,ja sie nie nadaje na takie knajpy,jak sobie pomyśle o naszym kochanek domku,to dziękuje ze mieszkam w Europie,ale za to im zazdroszczę tego słoneczka.W sumie narzekam ,ale kiedyś i tak tu wrócę bo sie zakochalam w tych wspaniałych plażach,kocham słońce i uwielbiam nasz wspaniały hotelik.Jak wrócę to napewno w to samo miejsce.Po obiadku pojechalismy do hotelu wziąć bluzę bo na skuterku wieczorem już zimno i ruszylismy na naleśniki z ananasem,na których byliśmy przedwczoraj.Przepyszne.Obok nalesnikow sprzedają te ochydne robaki i Mariusz sie na nie skusil,wyglądały jak świerszcze upieczone na oleju,ochydztwo.Mariusz zjadł trzy i wyrzucił,mowil ze są nie dobre,smakują jak spalony kurczak połączony z tunczykiem albo sardynki.Ja nawet nie mogłam patrzeć jak to je,ale zrobiłam fotkę.Potem poszlismy do marketu,kupiliśmy lody,szampana i wróciliśmy naszego miasta.Poszlismy jeszcze na internet i wróciliśmy do hotelu.Szampan chlodzi sie na jutro,bo jutro ostatnia nasza noc na tej wyspie,w piątek wyjeżdżamy do Kambozy.Teraz jest 21:54 lezymy już w łóżkach i czytamy książki.Do usłyszenia jutro.
16:02, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
wtorek, 27 grudnia 2011
Dzień ósmy podróży 2011.12.27
Dziś wstalismy o 9 i poszlismy na śniadanie.Mariusz sie przeziębil i postanowił ze dziś nie idzie sie opalac,bo jest trochę przeziebiony i zle sie czuje,a po drugie nie nasmarowal sie olejkiem i na kajaku troche za mocno sie opalil.Tak więc zaplanowaliśmy ze ja idę sie na plaze opalac a on jedzie do dżungli potrzelac z broni,mi sie tam nie chciało jechać wole leżeć plackiem na plazy.Dzisiaj już mnie nie piecze ciało,tak więc trzeba korzystać z każdej chwili słońca.Nawet już zaczęła mi schodzić skóra z nosa  i czola,tak więc może jeszcze raz sie opali ten nos i czoło. Na plazy lezalam plackiem chyba z cztery godziny,smarujac sie cały czas i po każdym wyjściu z morza olejkiem z filtrem 30,czego są efekty dziś wieczorem,jestem lekko brązowa i nic mnie nie piecze,a trzeba było tak odrazu,to bym nie cierpiała tyle dni.Jutro tez sie wystawie tak do słońca.Dzis sie trochę wynudzilam sama bez Mariusza,ale za to przeczytałam do końca książkę,i przy końcówce wrócił zadowolony Mariusz ze strzelaniny.Mowil ze był po drugiej stronie wyspy,ze tam kończy sie dżungla i jest odrazu morze,ze jest tam brzydko.Byl zadowolony z tego strzelania jak pięcioletni chłopiec,zaczął mi opowiadać jakimi to pistoletami czy tam strzelbami amerykańskimi strzelał.Mowil ze nawet gościu z tej strzelnicy zapytał sie go czy już wcześniej strzelał bo  byl najlepszy z tej grupy.Tak więc ja tez sie ucieszyłam,ze mu sie podobało,bo pewnie tyle godzin to by sie znudził ze mną na tej plazy.Po 16  poszlismy na obiad do knajpy nad morzem obok naszego hotelu,bo zauważyliśmy ze dużo ludzi tam chodzi z naszego hotelu,obiad byl tajski i dobry,wymieszalismy nasze dwa dania i wyszły dwa nowe dobre    dania.Potem poszlismy na miasto,trochę posiedzielismy w kafejce na internecie i wróciliśmy do hotelu. Wczoraj dużo jeździliśmy motorkiem i dziś stwierdziliśmy ze nasz hotel jest najładniejszych na wyspie,jeżeli będziecie chcieli tu przyjechać to polecam ten hotel z ręka na sercu,piękne bungalowy,pokój ma 50 metrów i jest z gustem urzadzony,bardzo nam sie udało z tym hotelem bo znalazłam go na internecie przeceniony z ponad 4000 tysięcy sek na około 1000 sek,wart swojej ceny.Mysle ze to jest bardzo ważne gdzie mieszkasz i jak.Hotel nazywa sie Panviman,dla tych którzy szukają coś dobrego. Lucyna zapomniałam Ci napisać ze widziałam obiecane robaki i wygrałas wino,bo na sam widok można zwymiotowac a co dopiero to zjeść,widziałam nawet łatwy,ochydne ,nie zjem tego w życiu.Tak więc Lucyna ,jestem dłużna wino.Jest godzina 19.30 Mariusz już drzemie tak sie zmeczyl tym strzelaniem,może i lepiej nich śpi do rana,może mu przejdzie to chorobsko.Chyba dopiero od trzech dni czujemy ze odpoczywamy,lenistwo i nic wiecej.Fajnie.
13:52, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
Dzień siódmy podróży 2011.12.26
Dziś mogę powiedzieć ze już wstaje jak i w domu,przestawialam sie w końcu z czasem,tak więc wstalam 6:30,Mariusz chrapie jeszcze,a jest 7:20.I tak jak pisałam  wczoraj nie pójdę znowu sie dziś opalac,bo dalej mnie piecze ciało,szok,chyba mam jakieś poparzenie,bo nigdy sie tak nie czułam,mam nauczke na przyszłość.A pani Krysia mówiła,Sylwia tylko weź olejek z wysokim filtrem. Po godzinie 8 Poszlismy do hotelu na śniadanie,nawet mi smakowalo,jadłam bekon,chlebek,płatki z jogurtem i pare pomidorkow.Po śniadaniu poszlismy wypożyczyć skuterek(tutaj tym jeżdżą wszyscy ) i postanowiliśmy ze pojedziemy zwiedzić ta wype,za wypożyczenie skuterka na cała dobę zapłaciliśmy 200 bht i zatankowalismy za 100 bht i mieliśmy ful paliwa.Mysle ze mogliśmy zatankowalismy za 50 bht  i by w zupełności starczyło.Pojechalismy ogladnac wyspę tak jak żyją normalni ludzie,jedni żyją biednie drudzy bardziej bogato ,tak jak wszędzie,ale głownie w oczy rzuca sie większość biedy,wszędzie bałagan.Po drodze znaleźliśmy drogę na wodospad ,tak więc bez zastanowienia ruszylismy ta droga.Kiedy już prawie dojechalismy do celu,(pod sam wodospad nie można było jechać skuterkiem) 15 minut jeszcze musieliśmy iść mała dżungla i po skałach ,wejście oczywiście na ten wodospad kosztował 20 bht za osobe(tutaj nic nie ma za darmo).Po drodze spotkaliśmy chyba mnichów buddyjskich bo mieli takie przebrania.Jeden mnichów podszedł do nas i nam pokazał w otwartym pudełku żywego wielkiego skorpiona(szok),ale sie wystraszylam.Odrazu sie go zapytaliśmy skąd go ma a on mówił ze są tutaj pod kamieniami i musimy uważać.Juz mi sie odechcialo tego wodospadu,tym bardziej ze ta droga która szliśmy było pełno kamieni,ale ciekawa tego wodospadu szlak dalej patrząc na każdy kamień .W końcu doszliśmy do tego wodospadu,można powiedzieć ze wodospadziku,w sumie nic ciekawego,myślałam ze będzie większy i ładniejsze,jednym słowem drugi raz już bym tam nie poszła ze względu na te skorpiona i jeszcze cała drogę Mariusz mi powtarzał żebym uważała na kobry,tak więc wyobraźnię sobie w jakim strachu tam szlam.W czasie przejażdżki w jakimś mieście zatrzymaliśmy sie coś zjeść i postanowiłam zjeść coś tajskiego (przyzwoicie ta knajpach wyglądała i chyba dlatego) i było bardzo dobre jedzenie.Po. Przejazdzke dużej części wyspy,Pojechalismy do hotelu sie poopalac,stwierdziłam ze tył mnie nie piecze i mogę opalac tył,tak więc po 14 Poszlismy na plaze,ja sie opalalam a Mariusz wypozyczyl sobie kajak i wyruszył w morze kajakiem.Opalalam sie do 16 z filtrem trzydziestka tak więc nic mi nie jest.Opalajac sie obserwowałem pewna pare,on chyba angol a ona tajka,on około 40 a ona wyglądała na 14-15 lat ,obserwowałam ich dwie godziny,on siedział i piwo popijal,i pisał SMS albo grał ona to samo.Przez ten czas wogole sie do siebie nie odezwali,pomyślałam ze sobie poderwal(powiedzmy.bo wiemy po co faceci tu przyjeżdżają)dziewczynę,ale sobie Mysle jakie to jest straszne taka młoda dziewczyna z takim lujem.Bardzo dużo tu jest par ,on stary i biały a ona młoda tajka,tylko ze zazwyczaj widać ze żyją ze sobą.Ale ci byli bardzo dziwaczni nie mogłam ich rozkminic,ale  Ewie ona nie znała wogole języka.Tez zapomniałam wam napisać,ze tutaj jest pewno facetów,którzy sie przebierają dziewczyny a i większość to już po operacji,nigdzie gdzie dotąd byłam nie spotkałam tylu tranwestytow,normalnie sie przebierają ja kobiety z lat dwudziestych co niektórzy,w długich sukniach z wachlarzami z mocnym makijażem albo w powiazkach i odzywają sie męskim głosem.Ogolnie tak w dzień nie widać tej prostytucji,ale dziś wieczorem jak pojezdzilismy to było bardzo dużo widać dziewczynki w szpilkach i obcislych strojach.Tak więc ta piękna Tajlandia,w niedługim czasie to już po to będzie istnieć,tak mi sie wydaje.Tajki są bardzo ładne,szczupła ,zgrabne dziewczyny,czego nie mogę powiedzieć o tajnych,owszem szczupli ale nie są przystojni. Po drodze wjechalismy  na internet do kafejki i oczywiście w paru tych minutach siedzenia tam podjęliśmy decyzje ze jedziemy do Kambodży.Tak więc od 30 grudnia do 3 stycznia będziemy w Kambodży w mieście Siem Ramp.Bedziemy tam zwiedzać świątynie jak i oczywiście odpoczywać.Wszystkie nasze decyzje ,są podejmowane w ciagu paru chwil i jakoś dajemy radę.Chociaz ,ostatnio jak przyjechaliśmy na wyspę Koh Chang późnym wieczorem i ta jedna noc spędziliśmy w tym przeciętnym hotelu,bo są gorsze,to nauczyło nas to ze szukamy hotelu pare dni wcześniej. Tak więc Elu mysle  ze w następnym roku przyjedziecie z nami,bo my już tutaj wszystko mamy opanowane.....nawet sie nie zastanawiają bo nie wiesz co tracisz,trzeba zobaczyć ten inny świat. Po internecie na wieczór około godz.20 pojechalismy zjeść ,tam gdzie byliśmy wcześniej o nam smakowalo.Zamowilismy kurczaka z frytkami,było ochydne i długo czekaliśmy,nie zamawianie tutaj frytek,bo przez to tyle czekaliśmy.Rowniez po drodze zajechallismy do kolejnego miasta i tam zafascynowal nas gościu który robił szybko naleśniki,oczywiście było to uliczne sprzedawanie,kolejka po naleśniki była niesamowita,tak więc popatrzelismy i w drodze powrotnej tez sie skusilismy na takiego nalesnika,bardzo pyszny,prawdopodobnie to specjal Tajlandii,my jedliśmy go z ananasem ,ale widzieliśmy ze można było wziąć z mango,banalnym ,jajkiem.Sposob w jaki gościu robił był niesamowity.Okolo 22 dotarlismy do hotelu,gdzie już pozostałości do rana,zmeczyla nas ta podróż motorkiem,ale fajna rzecz do poruszania sie za małe pieniądze.
13:50, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Dzień szósty podróży 2011.12.25
Po wczorajszej Wigilii dziś wstalismy po 9 ,można by powiedzieć ze już sie prawie dostosowalismy do zmiany czasu.Poszlismy na śniadanie bo mamy je wliczone  w cenę hotelu.Ja zjadlam jogurt z płatkami i jakiegoś rogalika.Po śniadaniu udalismy sie do pokoju,z godzinę polezelismy i stwierdziłam,ze dziś nie idziemy na plaze,załatwialam sie jak dziecko,wczoraj wyszłam na dwie godziny sie opalac bez filtra ,bez olejku i dziś wszystko mnie piecze.Ale jestem durnowata ,ze tak zrobiłam,podejrzewam ze jutro tez nie dam rady sie opalac.Strasznie tego żałuje bo trzy dni stracone.Ale już mam olejek,jeden 50 filtrów i drugi 30 ,tak więc jak dam radę to pojutrze może zacznę sie opalac z trzydziestowym filtrem.W związku z tym poszlismy na wycieczkę ze sloniem.Z hotelu mamy 10-15 minut do miasta,tak więc przeszliśmy sie pieszo.Dotarlismy na slonie i za taka przejazdzke zapłaciliśmy 1900bht za dwie osoby.Wycieczka wart swojej ceny,coś niesamowitego.Najpierw jechaliśmy na slonie przez sady bananowe,cytrusowe,potem wyjechaliśmy do dżungli i w środku dżungli przerwa na kąpiel słonia w małym bajorku dosyć głębokim.Pan od słonia zaproponował nam ze możemy wejść i sie kąpać na sloniu,ja sie nie odwazylam bo tam było dość głęboko,ale Mariusz wskoczył do wody bardzo chętnie.Probowal wejść na słonia i pare razy nawet mu sie udało ale i pare razy spadał,ubawilam sie do łez.Po krótkim czasie zrezygnował z kąpieli ze słonia,co pózniej żałował,bo mówił ze sie trochę bal ale teraz by spróbował jeszcze raz.Po kąpieli ruszylismy w drogę powrotną,gdzie pan pozwolił mi usiąść bezpośrednio na słonia,bo wcześniej jechalismy na specjalnej ławeczce,przymocowanej na grzbiecie słonia.Bylo nawet fajnie,ale trochę strasznie,jak sie przechylalam na boki to sie bałam ze spadnie,na szczęście dotarłam cała i zdrowa.Po drodze pan od słonia wziął od nas aparat i porobil nam trochę zdjęć,oraz nakręcił mały film kamera.Cala podróż trwała około dwóch godzin,która polecam wszystkim także rodzina z dziećmi,bo dla dzieci to duża frajda.Po sloniach zostaliśmy poczestowani ananasem,którego zjadlam,bardzo smakowal.Po wyprawie przeszliśmy do hotelu,godzinke sie zdrzemnac,bo wymeczyla  nas trochę ta podróż.Po drodze byliśmy jeszcze w mieście coś zjeść,ja sie nie skusilam na nic,ale Mariusz zjadł ze smakiem ryż z krewetkami i  zielona fasolka w sosie pomidorowym,wyglądało apetycznie ale po spróbowania myślałam,ze mi język odpadnie bo takie pikantne,gdzie Mariusz poprosił panią żeby nie było ostre. Mariusz dalej śpi,jest godzina 18 ,ja siedzę na tarasie,jest już trochę ciemno,chlodnie-fajnie na moja opalenizne.Co zrobić żeby przestało mnie już piec?po raz kolejny powiem jestem durnowata,ze tak zrobiłam.Tak więc drugi dzień świat spędziliśmy na wspaniałej przejazdzke na sloniu. O godz.19poszlismy na romantyczna kolacje przy hotelowej plazy.Ja zamówiłam sobie rybke z grilla z frytkami i pysznym sosem,który wcześniej jadłam z kurczakiem panierowanym,do tego wzięłam colę i dostałam pięknie przystrojona z orchidea  z serduszkiem z ananasa,ktore zaostalo umieszczone na szklance.Mariusz zamówił z owoców morza sałatkę,wszystko było dobre ,ale siedzielismy i mieliśmy ochotę na bigos,golabki,schabowe, i ozaraz zeszlismy na ziemie i musiało skończyć sie na marzeniu o golabkach.....Po kolacji udalismy sie na romantyczna plaze.Nie pisałam wam o tym wcześniej ale tutaj są odpływu i przepływy.Rano jak idziemy na plaze to jest tyle wody ,ze piasku nie widać a wieczorem jest odpływ i jest potężna plaża.Cos niesamowitego,takie coś widziałam pierwszy raz w życiu.Spacerek po plazy wraz z kolacja był wspaniały,mimo ze wieczory są tu dość chłodne,od dwóch dni jest dość silny wiatr,który potrafi zwalić ze stolika szklankę z napojem,ale prawdopodobnie jutro ten wiatr ma minąć.Jest godzina 00:21 już lezymy w łóżku,na jutro brak planów przez moja opalenizne,nie mogę tego przeżyć ze sie tak zalatwilam.Tak więc do usłyszenia jutro.Dobranoc
00:58, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 grudnia 2011
Dzien piąty 2011.12.24
RDziś wstalismy o 9:30 bardzo zle mi sie spalo.Zeszlismy na śniadanie bo było wliczone w cenę pokoju,ale ja oczywiście nic nie zjadlam.Dzis sie przenosimy na sześć dni do innego hotelu-lepszego.Już mieszkamy w nowym hotelu. Tak więc teraz zdecydowanie mogę powiedzieć ze mieszkamy w Raju,hotel cudowny,przepiękny,nigdy w takim nie mieszkaliśmy,plaża także cudowna,błękitne woda,biały piasek .Wczoraj znalazłam ten pokój na stronie Agora po promocyjnej cenie i dziś zdecydowanie mogę powiedzieć ze był to doskonały wybór.Hotel nazywa sie Panviman,polecam go wszystkim.Dzis przyjechaliśmy tutaj o godzińie 12 bo wczoraj ten hotel znaleźliśmy na internecie ,przez przypadek zarezerwowalismy sześć dni zamiast cztery ale Dzis myśle ze tak miało być,dobrze ze zabukowalismy  sześć dni bo jest tutaj bardzo fajnie i mamy zamiar sie opalic.Po przyjedzie do hotelu(za dojazd 15 min.zaplacilismy po 150 bht za2 osoby 300 bht )zaprowadzili nas do bungalowa (cudnie)pokój 50 metrów,balkon!lazienka i nic wiecej nie trzeba poprostu Raj.Tak więc Dzis nie musiałam kleic pierogow,gotować barszczu itp,poprostu w  ten dzień  wigili sie opalalam.Nie mogłam sie napatrzec na ta piękna plaze i miejsce zamieszkania.Zaraz jak tylko weszli do pokoju,rzucilismy tobolki i poszliśmy na plaze sie opalac.Oczywiscie opalalam sie trochę a jestem czerwona jak burak.w czasie opalania ludzie ,którzy tutaj pracują poinformowali nas ,ze jest Dzis w hotelu wigilia o 18 i kosztuje 1900bht za osobę,stwierdziliśmy ze sie zgadzamy bo lepsze to niż mamy sami siedzieć w pokoju,po rozmowie, pani powiedziala ze da nam zniżkę i za dwie osoby zapłacimy 3000 bht.,na co sie odrazu zgodziliśmy.Do godzinym16 lezelismy na plazy.,upał straszny,około 35 stopni,uwielbiam to.O 16 poszliśmy na miasto kupic coś do ubrania,balsam itp rzeczy.Kupilam sobie sukienkę na wigilię ale jej nie ubralam bo jakoś dziwnie w niej wyglądałam,ale myśle ze na plaze będzie jak ulał.Mariusz ubrał koszule,które wcześniej zamówił,bardzo ładna.18:10 poszliśmy na wigilię,na początku każdy dostał koktajl za darmo,potem zamowilismy wino za które zaplacilismy 1700bht za butelkę,następnie podzielilismy sie opłatkiem ( od Eluni) i około godziny 19 była darmowa kolacja.Pierwszy raz w wigilię jedliśmy mięso i pierwszy raz spędziliśmy ta wigilię w tak ciepłym klimacie.Na kolacje był indyk,szynka pieczona(smaczna) wiele owoców morza,sałatki,i wiele innych smacznych rzeczy.Zjadlam trochę szynki i indyka ale muszę przyznać szczerze ze zapragnelam wigilijnych potraw,nawet teraz jak pisze to o nich myśle.Ogolnie na wigili było fajnie,wesoło,bo oprócz dobrego jedzenia i weselej muzyki oraz małych występów było także losowanie nagród dla pokoi,ale oczywiście chyba z 30-stu pokoi losowali 20-scia i my nic nie wygralismy(pech) ale dostaliśmy nagrodę pocieszenia ,po lampce wina.Kazdy kto wygrał mówił z jakiego jest kraju i składał życzenia,było bardzo dużo szwedow,Finowie i norwegowie czyli Skandynawii tu rządzi.Polakow nie spotkaliśmy wogole.My już lezymy w łóżeczko,u nas jest godzina 22:47 a u was 6 godzin wcześniej,pewnie dopiero będziecie zasiadać do kolacji,a my już po .Ale życzymy Wam wszystkim,którzy czytają tego bloga WESOŁYCH SWiAT.Buziaki.Sylwia i Mariusz
04:58, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 grudnia 2011
Dzień czwarty.
Dziś wstalismy o 10.30,spimy jak nigdy,w domu wstajemy o 6 rano,nawet w niedziele,ale to pewnie przez zmianę czasu,zreszta spać chodzimy tutaj miedzy 2 a3.Do 12 się spakowalismy,bo kończyła nam się doba hotelowa i musieliśmy opuścić hotel,zeszlismy na dół do restauracji,bo tam się znajduje internet i szukaliśmy gdzie jechać na Phuketu (ja chciałam)czy na Kho Chang(tam chciał Mariusz)no i jedziemy tam gdzie chciał Mariusz,blisko jest Kambodza,dlatego się zgodziłam.Wstepnie zdecydowaliśmy ze jedziemy na Kho Chang,potem Kambodza,jak będzie fajnie na tej wyspie to zostajemy dłużej a jak kiepsko to zostajemy 1 albo dwa dni na tej wyspie,potem wpadamy do Kambodży a następnie udajemy się na Phutek na 5 dni(może,albo dłużej).Potem jeszcze nie mamy planów gdzie pojedziemy.Teraz sobie myśle ze ludzie takie wycieczki planują rok wcześniej a my w ciagu pól godziny podejmujemy decyzje,właśnie ta decyzja tak zapadła,zreszta u nas jest tak zawsze,jak i to pakowania na ostatnia chwile.Po wyjściu z hotelu nawet nie wiedzieliśmy dokładnie jak tam dojechać,bo słabo było na internecie napisane,pomyśleliśmy ze pojedziemy na pociąg albo autobus,bo w hotelu się pytaliśmy ile chcą za taksówkę i chcieli 5000.No i wychodzimy z hotelu i oczywiscie taksówkarze zobaczyli nas z plecakami i się pyta gdzie chcemy jechać my mówimy,ze na Kho Chang za ile pojedzie,on mówi ze za 4000bht,my ze damy 3000 a on się odrazu zgodził co nas zdziwiło i postanowiliśmy ze pójdziemy dalej i może jeszcze się z innymi do mniejszej ceny stargujemy.Po przejściu 50 metrów patrzymy a ten taksówkarz za nami jedzie,wychodzi i już bagażnik otwiera,no to my mówimy ze za 2500bht pojedziemy,on ze 2800,na co już się zdecydowaliśmy.Tak więc jedziemy taksówką za 2800 bht czyli około 280zl,380 km od Bangkoku do Kho Chang.Teraz sobie myślimy jak przeplacilismy za taksówkę z lotniska,tam zapłaciliśmy 1000 bht -cóż na przyszłość już człowiek będzie wiedział żeby nie załatwiać taksówki na lotnisku,tylko wyjść z lotniska i coś tam załatwić,bo na lotnisku ceny masakra.Teraz jedziemy taksówką jest godzina 13:03,resztę po dojechaniu opisze pózniej. Do Trat dotarliśmy taksówką w 3,5 godziny.Z tej miejscowości odpływu prom na wyspę Kho Chang.Prom kosztuje za osobę 80 bht i pływa co 50 minut,My czekaliśmy na prom 10 minut,przyjechaliśmy na styk,i całe szczęście bo nie lubię czekać.W 20 minut dojechalismy na druga strone morza.Teraz wynalezlismy jakiegoś pikapa,gdzie jedziemy na pace,jedzie nas w sumie 13 osób,my chcemy jechać Lonely hBeach,skasowali nas za dwie osoby  200 bht,nawet się jedzie przyjemnie wieje świeże chłodne powietrze.Dojechalismy do Lonely Beach w pól godziny,szukaliśmy wszędzie hotelu i nic nie znaleźliśmy normalnego,więc Poszlismy na internet i znaleźliśmy hotel w innej miejscowości Bailan Beach w hotelu The White House,który kosztował 2100 bht,ogólnie hotel syfiasty i miasto malutkie.Dlatego odrazu na jutro zarezerwowalismy przepiękny hotel w miejscowości Klong Prao hotel nazywa się Panviman Resort Kho Chang,który kosztował 5400 SEk za 6 dni.Mariusz był trochę na mnie zły ze w gownianym hotelu nie chciałam spać i chodziliśmy w kółko i szukaliśmy coś lepszego, a on byl bardzo glodny,nic nie jedlismy od rana,rano malutka pizze na pol zjedlismy.Juz  mu przeszło nadasanie,teraz sam się cieszy ze będziemy mieszkać w ładnym hotelu.Ja nawet nie poszłam coś zjeść tylko wzięłam się za szukanie tych hoteli,Mariusz poszedł sam i nawet pomyślał o mnie i przyniósł mi frytki,Tak więc dziś jadłam pól pizzy i frytki,bardzo się cieszę bo miałam w zamiarze tutaj schudnąć 5 kg.tak więc może mi się uda,wiecej takich stresujacych sytuacji i napewno się uda- w sumie lepiej nie.Teraz jest godzina 23:49 ,zaraz idziemy spać,chyba.Tak więc kolejne 6 dni spędzamy na Koh Chang,chcemy tu pojeździć na sloniach,iść kąpać się w wodospadzie w dżungli i zobaczymy co jeszcze maja tu do zaoferowania.Po sześciu dniach planujemy wypad do Kambodży.
18:01, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2011
Dzień trzeci
Dziś wstalismy już trochę wcześniej bo o 10 po czasie tajskiego,Oczywiscie zaraz się udalismy na zakupy do sklepow,które nam wcześniej zamknęli,ale jak się okazało nic ciekawego w tych sklepach nie ma sama chinszczyzna,zreszta żeby coś przymierzyć to był problem bo nie maja przymierzalni,ale w kolejnym sklepie w którym chciałam kupić spodenki dali mi szeroka sukienkę na gumę która sięgała do kostek abym ja ubrana i pod nią przymierzyla spodenki które chciałam kupić,tak więc się okazało ze jakieś rozwiazanie jest aby coś przymierzyć.Po powrocie ze sklepow przeszliśmy do hotelu odpocząć,bo byliśmy zmęczeni.Wypoczelismy ,polezelismy i dalej udalismy się na sklepy,szczerze mówiąc już dość mam tych sklepow,bo rozgladnieciu się mogę stwierdzić ze bardzo dużo jest tu tandety z ciuchów a te lepsze ciuchy trochę kosztują.W drodze powrotnej zaszlismy na rybę,która już wczoraj widzieliśmy,bardzo dużo rajdów tam je,wprawdzie mówiąc prawie sami tajowie.Tak więc wynalezlismy wolne miejsce i zamowilismy jedna rybę pieczona i ryż.Obok nas siedzieli tajowie i taki,przygladalismy się im i Zaczelismy kamerowac jak gotują sobie zupę w małych garneczkach na doniczkach ,w których znajdował się żar.Ta zupa bardzo długo się gotowala około 20 minut i ten żar nie zasłużył,wrzucali tam zielone macie,Oczywiscie dużo selera,jakieś mięso i makaron na końcu.Zwrocily uwagę ze ich obserwujemy,tak więc zaczęły z nami rozmawiać i nas poczestowaly zupa,ja sprobowalam trochę na leżeć,ta zupa trochę podobna do naszego roślin.Mariusz zjadł,ale mięso zostawił,pytaliśmy się ich jak się żyje w Tajlandii,mówiły ze ciezko.Byly bardzo miłe.Mariusz kiedy już skonsultować rybę zamówił sobie jeszcze królewskie krewetki pieczone,kosztowały drogo ale były niesmaczne.Ja Oczywiscie trochę sprobowalam ryby,która Oczywiscie mi nie smakowala,jak danie to nie była wcale przyprawiona.Kiedy już skonsumowalismy poprosiliśmy rachunek,Dostalismy 800 bht,tajki były zdziwiona ze tak dużo i zaczęły po tajsku rozmawiać z ta kelnerka i jak się okazało zapłaciliśmy 600 a nie 800,chcieli nas oszukać,a tajki wstawily się za nami.Chcialam im dać 100 w podziękowania ale nie przyjęły.One zapłaciły za ta zupę 50 bht i za inne rożne dodatki bardzo mało,czyli moral taki ze dla nich są inne ceny,zreszta ta było widać jakie one były zdziwiona na nasz rachunek.Mozna być powiedzieć ze są i Ci uczciwi i kretacze.Tak więc już drugi raz w tym trzecim dniu próbowano nas oszukać.Po obiadu poszłam odmienić koszulkę bo była złamała i bez problemu mi odmienili nawet na inny model.Na wieczór czyli po 22 udalismy się znowu na masaż,tym razem z góry Mariusz zastrzegł żeby go nie masowal facet.Tak więc zrobili nam masaż nóg i stop i jeszcze po tym wzięliśmy masaż pleców,czyli 2 godziny tam spędziliśmy.Wrocilismy obolali,zobaczymy jak będzie jutro.Za masaż stop zapłaciliśmy 170 czyli za 2 osoby 340 i za plecy 200 bht a za 2 osoby 400bht czyli za całość 740 było fajnie ale trochę bolało.Teraz jest godzina 00:35 lezymy już w pokoju,niedawno Wrocilismy z masażu.Spotkalismy dziś w windzie Polaków,zagadalam do nich dziś dopiero przyjechali,ale jutro wyjeżdżają do Phuketu,my mieliśmy jechać jutro do Ko chan,ale chyba tez pojedziemy do Phuketu bo tamta wyspa bardzo droga.Nie zdążyliśmy z nimi pogadać bo już było nasze piętro i musieliśmy wywiadach,oni pojechali wyżej.A szkoda bo mogliśmy z nimi pogadać trochę o tym Phukecie bo widać ze byli dobrze zorientowani,może jeszcze ich jutro spotkamy.Jutro nam się kończy trzecia doba hotelowa,a my jeszcze w sumie nie wiemy gdzie ,czym i jak jedziemy.Jutro będziemy działać,jak zwykle na ostatnia chwile.Zapomnialam dopisać ze dziś na obiad znowu jadłam Mc Donalda a na śniadanie i kolacje chińska zupę,kiedy ja się przekonamy do tego jedzenia,nie mam pojęcia. Niunia  cały czas pamietam o Twoich Conversach,wcale nie są takie tanie,oryginalne kosztują 1100 bht czyli 110 zł wprawdzie tańsze niż w Polsce,ale zgodnie z obietnica kupię Ci w Tajlandii,podrob nie warto kupować- tandeta.Tak więc do usłyszenia jutro z innego miejsca.Porzedni wpis jest z wczoraj ten jest dzisiejszy.
18:59, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
Dzień drugi
Wstalismy o 11.30 czyli po polskim czasie 05.30 na zwiedzanie trochę późno ale się szybko ogarnelismy i poszliśmy na miasto.ciezko jest nam się przestawić na nowy czas ale chyba po paru dniach przejdziemy na normalny czas.W drodze na miasto złapaliśmy tuk tuka(taki mini samochodzik dla dwóch osób ) i pojechaliśmy zwiedzać pałac,po drodze zamiast do pałacu zawiózł nas do hotelu o podobnej nazwie palace,ale daliśmy mu do zrozumienia ze chodzi o Budde .cena przed wejściem do pojazdu była utargowana na 150 bhp tak więc kierowca zaproponował ze nas jeszcze zawiezie do sklepu na zakupy(dostaje rabat na paliwo kiedy przywiezie klientów)tak więc zgodziliśmy się i pojechaliśmy,okazało się ze jest to sklep gdzie szyje koszule i garnitury,na początku nic nie chcieliśmy ale po ogladnieciu katalogu i materiałów zamowilismy 3 koszule dla Mariusza.Z 4500bht startowałem się na 3000bht.Koszule maja być gotowe na jutro,i maja zostać przywiezione do hotelu,bedą szyte na miarę.Po zakupach kierowca odwiozl nas do wcześniej obiecanego miejsca czyli do pałacu królewskiego.No i oczywiście przy wejściu do pałacu okazało się ze Mariusz ma za krótkie spodnie,maja być do kostek i nie mogą być obcisle,ale na szczęście po zostawieniu depozytu 200 bht wypożyczaja odpowiednie spodnie.Ja na szczęście miałam w plecaku dresu,kobiety nie mogą mieć legionistów czyli żadnych obcislych i muszą być zakryte ramiano.Oczywiscie pałac i cała reszta robi ogromne wrażenie nie da się tego opisać. To trzeba zobaczyć,byliśmy także w pomieszczeniu gdzie można się modlić,gdzie się wchodzi na boso i trzeba odrazu przekucac ,nie można stać i robić zdjęć,wszystko złote,świecące i niesamowite ze zrobili to ludzie.Pochodzilismy po tym wszystkim chyba z 2 godziny i stwierdziliśmy ze idziemy na sklepy.Pochodzilismy koło pałacu,ale sklepów z odzieżą było mało za to z jedzeniem mnóstwo.Oczywiscie wszyscy gotują na ulicy i nie przestrzegają żadnych zasad higieny,patrząc okiem europejskim w głowie się to nie mieści,poprosi to wszystko jest obrzydliwe,brudne szaty którymi przebierają naczynia i mycie naczyń w brudnej wody,ale mimo tego brudu postanowiliśmy zjeść bo nic od rana nie jedliśmy,ja się skusilam na sam ryż i warzywa gotowane,takie sobie,byłam glodna ze smaku nie czułam chyba,Mariusz niby się brzydki ale wycina wszystko i ciagle się rozgląda za tym jedzeniem,zjadł rybę pieczony z liśćmi selera a potem osmiornice w cięcie nalesnikowym.Po zjedzeniu postanowiliśmy ze wracamy koło naszego hotelu bo tu jest wiecej sklepów.W drodze zaczęliśmy szukać pojazdu aby wrócić i zaczepiają nas gościu,który dobrze mówił po angielsku i zaczął nam mówić co jeszcze możemy zwiedzić w pobliżu,po opowiedzenia tego zaprowadził na do wspomnianego wcześniej tuk tuka i powiedział ze za 100 bht możemy jechać,nawet się nie targowalismy tylko się ucieszylismy ze pojedziemy za jeszcze mniejsza cenę niż tu przyjechaliśmy.W drodze do hotelu pan z tuk tuka poczekał a my poszliśmy zobaczyć stojącego Budde,bo jak się okazało dziś jest wejście gratis,pan kierowca poczekał na nas a my popstrykalismy fotki i wróciliśmy.Potem okazało się ze mamy znowu jechać na sklepy z garniturami na co my odparlismy ze dziś już kupiliśmy ale on nas poprosił żebyśmy tam pojechali i nie musimy nic kupować bo on dostanie kupon na paliwo,na co się zgodziliśmy.Weszlismy znowu do kolejnego sklepu i obsługa była niezbyt miła chyba wyczuli ze nic nie chcemy kupić,tak więc wyszliśmy po 5 minutach a kierowca tuk tuka dostał kupon,następnie zaproponował nam ze zawiezie nas do kolejnego Budde czy tam świątyni w której 3 razy się dzwoni ,raz na szczęście,drugi na zdrowie a trzeci o prace,niestety zajechalismy tam ale już było po 18 i było zamknięte,tak więc wróciliśmy się do tuk tuka i okazało się ze kierowcy z tuk tukiem nie ma,dał dylan,chwile jeszcze poczekalismy ale się go nie doczekaliśmy,związku poprostu.Zaczelismy myśleć jaki to ma sens skoro nie wziął od nas pieniędzy i doszliśmy do wniosku ze dostał talon na paliwo czyli już coś zyskał a droga do naszego hotelu okazała w tych godzinach była zakorkowane i mu się nie chciało pewnie jechać.Ale zaraz zatrzymaliśmy drugiego tuk tuka i pojechaliśmy do hotelu za 130 bht,tak więc nic nie straciliśmy,oprócz tego ze jakoś nas oklamano i ze jednak za tymi ich ciagle usmiechnietymi i uprzejmymi twarzami są i tacy.Poszlismy jeszcze na miasto ,ja zjadlam w Mc Donaldzie skrzydlka i frytki wraz z Mariuszem,on jadł to samo,podobnie jak w Szwecji smakowaly tylko bardziej pikantne.Potem znaleźliśmy kolejne centra handlowe,które już zamykali i stwierdziliśmy ze wrócimy tutaj jutro.Po drodze zaszlismy na masaż nog wraz ze stopami,żadna rewelacja ale jakieś rozluźnienia.Godzina takiego masazu kosztowala 169 bht czyli na polskie około 17 zł.za osobę,Mariusz był wściekły bo ciagle wybierał lokal z masazem żeby nie malował go facet a w końcu po miniejcu chyba z 15 lokali Weszlismy do tego co wybrał i jak wszystkich masowaly kobiety to go masowal facet,ale był wściekły,stwierdził Mariusz to się nazywa PECH.Po masażu wróciliśmy do pokoju,gdzie Oczywiscie nie mogliśmy zasnąć bo po tajskiego czasie była godzina pierwsza w nocy,zajęliśmy około 3.
16:02, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2011
Juz w BANGKOKU
Datarlismy,jestesmy juz w Bangkoku,jestesmy totalnie wyczerpani podroza i zmiana czasu,nie mozemy sie dostosowac do czasu bo jest 00:13 a my nie spimy,w Szwecji 19:13.Bylismy juz na miescie,ogolnie bardzo goraco i wilgotno,bardzo duzy ruch na ulicy i chodnikach.Zarypiaste ciuchy,buty jeszcze lepsze,a ceny tak niskie ze szok.Bardzo brudno,jedzenie na ulicy wyglada koszmarnie,sposob ich przygotowania odstrasza.Jutro jedziemy zwiedzac BUDDE.
19:19, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Dzis wylot na wymarzony urlop

Witajcie

Jak ten czas szybko minal to szok,dzis juz wylatujemy z Arlandy o 20.54.O 18 przyjedzie po nas Mariusz,mojej Przyjacioleczki Eluni maz i zawiezie nas na lotnisko za co im bardzo dziekujemy,tak wiec bedziemy duzo wczesniej aby sie polapac na tym lotnisku i odnalesc nasz terminal,tak wiec mamy duzo czasu w zapasie.W sumie to jeszcze do konca nie jestem spakowana,jak narazie bagaz podreczny zaraz pakuje reszte,ciuchow nie biorzemy,2 koszulki i majtki,reszte kupimy na miejscu.Pieniadze kupilismy, dolary amer. i troche tych tajskich,jak nam zabraknie to wybierzemy z bantomatu w Tajlandi,rozmawialam z Tonym i on mowil ze najlepiej wybrac na miejscu z bankomatu tajskie pieniadze,on wlasnie wrocil z Tajlandii 3 tygodnie temu to chyba ma racje.Tak wiec do uslyszenia z Tajlandii.

11:24, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2011
Baiyoke sky hotel

Po przeczytaniu tej opini ,mysle ze moje kochanie wybralo wspanialy hotel.

Posiadający 88 pięter hotel Baiyoke Sky jest najwyższym budynkiem w Bangkoku.
Obiekt ten oddaje do Państwa dyspozycji odkryty basen, obracający się taras na
dachu oraz 7 lokali gastronomicznych. Ofertę obiektu uzupełnia pole golfowe na
świeżym powietrzu. Hotel Baiyoke Sky położony jest w centralnej dzielnicy
Pathumwan. Zaledwie 5-minutowy spacer będzie Państwa dzielić od stacji
Rachaprarop, która oferuje połączenia z lotniskiem Suvarnabhumi. Podróż trwa 25
minut. Z luksusowych pokoi w hotelu Baiyoke Sky rozciągają się widoki na
panoramę miasta. Każdy pokój wyposażony jest w telewizję satelitarną, minibar
oraz zestaw do przygotowywania kawy i herbaty. Chwile pełne relaksu spędzą
Państwo w spa i salonie piękności. Miłośnicy aktywnego wypoczynku znajdą w
hotelu Sky Baiyoke również centrum fitness. Do Państwa dyspozycji w hotelu jest
też sklep spożywczy oraz biuro informacji turystycznej. Hotelowe restauracje
serwują dania kuchni międzynarodowej, japońskiej i chińskiej, a także specjały z
owoców morza. W barze Fruit Court dostępne są owoce podawane w formie bufetu. Na
filiżankę kawy wybrać można się do czynnej przez całą dobę kawiarni Sky Coffee
Shop. 

20:51, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
Baiyoke sky hotel w Bangkoku ZAREZERWOWANY

Witajcie

Wlasnie moj kochany Mariuszek dzis zarezerwowal hotel na pierwsze 3 dni w Bangkoku-hotel nazywa sie" baiyoke sky hotel",kosztowal nas 1338 SEK lub 6034 THB .Bedziemy w nim mieszkac  pierwsze 3 dni po przylocie do Bangkoku,jest to jeden z najwyzszych wiezowcow w Bangkoku.Ma chyba 75 pieter,obysmy nie mieszkali na ostatnim-bo troche strach.Tak wiec juz wiemy ze pierwsze 3 dni spedzimy w Bangkoku a potem na miejscu pomyslimy co dalej,czy jedziemy gdzies dalej czy jeszcze zwiedzamy Bangkok.Myslimy ze 3 dni starczy,zreszta pewnie 2 ostatnie dni tez spedzimy w Bangkoku,bo stamtad wracamy do Stockholmu,w sumie 5 dni na Bangkok.Najwazniejsze ze mamy hotel na przyjazd,reszte bedziemy planowac na miejscu,bo w sumie sami nie wiemy gdzie tak naprawde pojedziemy...napewno do Kambodzy,a dalej pomyslimy.Wezmiemy przewodnika i pewnie bedziemy sie nim sugerowac co zwiedzac,mam nadzieje ze on nam podpowie.

Co do reszty wyprawy jestesmy kompletnie nie przygotowani,w porownaniu do innych,ktorzy pewnie juz wiele miesiecy wczesniej mieli przygotowany plan podrozy.W sumie kazde wakcje tak spedzamy i jest super,tak wiec mamy nadzieje ze i te SUPER spedzimy.

09:03, sylwiaimariusz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2011
IPad

Witajcie.

Tak sobie mysle,jak ten czas szybko leci,juz za miesiac i 13 dni wyjezdzamy,kompletnie jestesmy nie przygotowani ,a obiecalismy sobie ze ten wyjazd bedzie zorganizowany.Ale dzis  pierwszy postep,juz dokonalismy konkretnego zakupu,kupilismy IPada,ktory mysle najbardziej nam sie przyda,malutki ,zwinny,posiada nawigacje,ktora chyba bedzie najwazniejsza.Nio i oczywiscie najwazniejsze ,ze bede mogla Wam na bierzaco pisac zdarzenia i wrzucac fotki.

Mysle sobie,ze chyba dobrze by bylo zarezerwowac hotel na pierwsze 3 dni po przylocie do Bangkoku,zmiana czasu(nie wiadomo jak ja zniesiemy),lot ktory trwa cala wiecznosc,tyle godzin w zyciu nie lecialam.Musze sie wkoncu wziasc za to wszystko ,poszukac jakiegos hotelu.

Ostatnio byla u nas na obiadku P.Krysia i dostalismy od niej cudowny przewodnik po Tajlandii,ktory bedzie nam bardzo pomocny.Dziekujemy P.Krysiu.Podsumowujac mozna powiedziec,przewodnik mamy,bilety,IPada.Mariusz chcial sobie dzis kupic buty -trapery bo stwierdzil ze jak bedzie chodzil po dzunglii to mu sie przydadza,ale odradzilam mu.Mysle ze na trapery troche za goraco a po drugie dostalismy rade zeby tam zakupic odziez i inne rzeczy,tak wiec jak beda potrzebne to kupimy na miejscu.No i po jakiej dzunglii on chce chodzic....hmm,weze i inne stwory...juz sie boje

22:09, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 września 2011
Tajlandia,Kambodza,Wietnam

Witajcie

Mimo ze ze jedziemy dopiero za 3 miesiace wczoraj snulismy male plany odnosnie wyjazdu.Mariusz bardzo ze niepokoi ze nie zdazymy na drugi samolot z Helisinek do Bangkoku(bo mamy tylko godzine) i ze jeszcze nasz wyjazd nie wypali.Dzwonilam wczoraj do Niny,co bedzie jesli nie zdazymy na ten drugi samolot,ale nie mogla rozmawiac i skontaktujemy sie z nia dzisiaj,bo wczoraj bylo juz za pozno.Zobaczymy czy Mariusza obawy sie potwierdza.Wracajac do tych planow co snulismy wczoraj to chcielibysmy aby ten wyjazd byl wyjatkowy i niezapomniany.Chcielibysmy 1 tydzien byc w Tajlandii ,drugi w Kambodzy(musze zobaczyc te swiatynie-sa cudne) i jesli by nam sie udalo to na trzeci bysmy chcieli pojechac do Wietnamu.......ale to sa dopiero male plany,ktore mamy nadzieje ze uda nam sie zrealizowac.Ogladalam juz niektore miejce w necie i Kambodza mnie zachwycila tymi swiatyniami,to jest SZOK niektore sa z siodmego wieku-PRZEPIEKNE.

Rowniez chodzimy po sklepach i planujemy kupic jakies dobre plecaki,buty,odziez na ta wyprawe.Jak to bedzie to az sama sie boje ze nie podolam-z luksusu....do......nie bede konczyc.Ciekawe czy dam sie namowic aby zjesc ktoregos z tego robactwa...oj paskuctwo,ale nieukrywam,ze bym chciala zrobic co innego,ale znajac mnie to sie pozygam na sam widok.

17:12, sylwiaimariusz
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 września 2011
Wiza

Witajcie

Wlasnie dzis pomyslalam sobie ze zaczniemy zalatwiac wize do Tajlandi i Kambozy(bo tam tez mamy plan jechac).Pomyslalam,ze zaczne od wizy do Tajlandi,wyszukalam w internecie jak zalatwic wize,weszlam na specjalna strone, aby przez internet kupic wize(http://www.wizaserwis.pl/Tajlandia) i przeczytalam wiadomosc ze od sierpnia 2011 roku nie potrzebujemy wizy ,jezeli lecimy do tego kraju nie na dluzej niz 30 dni.Super,przeszlo 600zl w kieszeni.

Druga rzecz ,ktora chce zalatwic to ubezpieczenie na  wypadek przedwczesnej rezygnacji z wyjazdu i na wypadek choroby w tym kraju ,juz zadzwonilam do Niny(pani u ktorej kupilismy bilety) i mowila ze nam to zalatwi,juz przeslalam jej nasze dane,tylko czekam na odpowiedz z jej strony.

17:21, sylwiaimariusz
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2